Punkt Info dla Migrantów

Centrum Wielokulturowe w Warszawie
ul. Jagiellońska 54
(wejście od Pl. Hallera)

adres e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

nr tel.: 048 666 600 566

Kalendarz wydarzeń
Pełny kalendarz >
Kontynent Warszawa. Warszawa Wielu Kultur
Dodał: |

„Szkoła powinna dążyć do tego, by młody człowiek opuszczał ją jako harmonijna osobowość, a nie jako specjalista”. Podobno te słowa wypowiedział sam Albert Einstein. Tu pojawia się pytanie: na czym polega ta harmonia osobowości? Można powiedzieć, że osobowość to myśli, uczucia i zachowanie w określonym miejscu. Sposób, w jaki reagujemy w obecności innych ludzi, wchodzimy w interakcje z nimi. To wzajemne oddziaływanie jest tu kluczowe. W skrócie – jaki jest nasz charakter, jaka jest nasza mentalność, nasza maniera?

Targowisko rysów i kolorów


Kolor jest ważnym elementem. Dotyczy wielu sfer, takich jak ubiór, malarstwo, zabawki, fauna i flora na czele z kwiatami, wreszcie matka natura i świat. W relacji z drugą osobą przykuwa uwagę, choć na dobrą sprawę kolor oczu, włosów czy skóry nie mówi o nas nic. Skąd u niektórych bierze się przekonanie, że kolor decyduje o istocie człowieka? Zastanawiająco jest to, że jedni redukują drugich do samego wyglądu, do koloru, zwłaszcza do koloru skóry i niekiedy włosów.
Kolor i barwa jako słowa są synonimami. Czy kolor skóry i rysy twarzy zasługują na taką popularność? Na takie znaczenie i taką powagę? U niektórych – tak. Prowadzą do prostej i szybkiej oceny, która rzadko bywa trafna. Wyobrażenie zastępuje analizę, pada szybki wyrok, prowadząc do kategoryzacji i zaszufladkowania spotykanej osoby. Ten fenomen chowa się w zakamarkach serca i umysłu lub – jak kto woli – rozumu. I to trwa chyba od początku świata, od momentu, kiedy człowiek zauważył odmiany w swoim gatunku.

Mamy świadomość, że wygląd coś o nas mówi, że jest najbardziej dostępną cechą osobowości. Cechy fizyczne nigdy nie determinują charakteru, bo nie pokazują wnętrza człowieka. Nikt nie chce być redukowany do wyglądu. Mądrość ludowa mówi o tym od zarania dziejów. Przysłowia przypominają proste zasady: „nie szata zdobi człowieka”, „nie sądź książki po okładce”, „nie wszystko złoto, co się świeci”, „pozory mylą”. Ważne jest to, co człowiek sobą reprezentuje, a nie to jak wygląda. Nie można sugerować się pierwszym wrażeniem, bo uczciwość każe ocenić drugą osobę dopiero po czynach, po bliższym poznaniu. Człowiek jest po prostu taki jak jego czyny i myśli.
Wygląd bywa źródłem wiedzy. Wydawałoby się logiczne, że zachowanie powinno być najważniejszym źródłem poznania drugiego człowieka. Niestety nie jest. Co więcej, niektórzy są święcie przekonani, że w ocenie drugiej osoby wygląd odgrywa kardynalną rolę. Kształt nosa to magiczna encyklopedia, która wszystko nam powie, nawet nie trzeba zadać pytania. Rysy i kolor skóry mają takie znaczenie, na które nie zasługują. Na targowisku rysów i kolorów nie ma atlasów i globusów. Państwa i kontynenty nie istnieją. O geografii niektórzy może słyszeli, ale nikt jej nie traktuje należycie. Można nawet ryzykować tezę, że jeden kolor jest tam nieznany: czarny. Na tym targowisku mówi się o ludziach białych, żółtych i nawet czerwonych. Mówi się o „Murzynach”, bo określenie „Czarny” zniknęło z języka. Umknęło tylnym wyjściem; jakimś cudem uciekło ze słownika.


Gdzie są bezbarwni ludzie?

Tęcza zawiera podstawowe kolory. Wśród nich nie ma białego i czarnego. Czy te kolory istnieją? Oczywiście, że tak. Pewien starzec opowiedział mi kiedyś piękną anegdotę: kiedy wszystkie barwy tęczy spotykają się w jednej windzie (niech będzie to nasza magiczna winda), powstaje kolor biały. Suma wszystkich kolorów to właśnie definicja bieli. Krótko mówiąc, jest to najbardziej kolorowa barwa. Gdy wszystkie kolory uciekną z naszej magicznej windy, z czarodziejskiego kapelusza wyskakuje czarny. Czarny to po prostu brak koloru. Zdziwiłem się i pomyślałem: jakim cudem czarny człowiek jest „kolorowy” w oczach białych ludzi? Dlaczego biały kolor uważa siebie za „standard”, choć jest sumą wszystkich kolorów. Co za tupet! Może moje pytanie było zbyt filozoficzne, dlatego czeka wciąż na sensowną odpowiedź.
Gdzie są bezbarwni ludzie? Pobawmy się przez chwilę w taką grę, jak dzieci, które uwielbiają gry. Dorośli wiedzą o wielu nieprawdziwych faktach, utopiach i bzdurach. Kiedy tylko dowiadują się, jak wygląda rzeczywistość, zmieniają zdanie. Stosują w związku z tym zupełnie inne, nowe konstrukcje językowe, by opisać tę nową rzeczywistość. Ziemia nie jest jednak płaska. Wieloryb jest ssakiem. Nietoperz nie jest ptakiem. Komunizm nie jest dla ludzi. Pasożyty i wirusy nie mają narodowości. Polak nie może być faszystą, bo ta ideologia gnębiła jego przodków. Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Wszyscy ludzi są kolorowi. Nie ma standardowego koloru. Jeżeli biały jest sumą wszystkich kolorów, a czarny oznacza ich brak, to który z nich jest „kolorowy”? Nie bójmy się logiki.

Czemu służy szkoła?

Szkoła powinna być przyjazna człowiekowi, szczególnie młodemu, bo wychowuje go i kształtuje. Warto pamiętać o tym, że miejsce to miało zawsze ważne zadanie opiekuńczo-wychowawcze. Czego człowiek potrzebuje, by zwiększyć swoje szanse znalezienia pracy? Wiedzy i odpowiednich umiejętności. Przecież młody człowiek ma też w przyszłości funkcjonować w społeczeństwie. Dlatego szkoła powinna dbać o kształtowanie postaw wobec najbliższego otoczenia, względem rzeczy, ludzi i norm.
Na koniec ta instytucja zapewnia podstawowe potrzeby fizyczne i duchowe dziecka. Kto nie pamięta wycieczek do różnych ciekawych albo po prostu ważnych miejsc kultury danego regionu czy kraju? Zwiedzanie zamków, muzeów, miejsc symbolicznych dla regionu bądź historii kraju. W taki właśnie sposób szkoła organizuje czas wolny, co jest bardzo ważnym aspektem rozwoju osobowości dzieci i młodzieży.

Rodzina przy pomocy właśnie szkoły, religii i podwórka robi z nas dobrych lub złych obywateli. Szkołą nie da się zastąpić rodziny w procesie wychowania, ale mimo to odgrywa ona ważną rolę. Gdzie są utrwalone w młodych umysłach oficjalna historia oraz pamięć narodowa? To szkoła serwuje nam historię kraju i kształtuje nasz stosunek do niej, tym samym do innych narodów i grup etnicznych, szczególnie sąsiadów. Aby współpraca między domem a szkołą była owocna, musi opierać się na zaufaniu i otwartości. Gdy dom zakłamuje realny obraz świata, pozostaje liczyć tylko na szkołę. Tu rodzi się pierwsze pole konfliktu – nierzadko dochodzi do starcia dwóch modeli wychowania.


Kiedy szkoła przegrywa ze stereotypami

Pracownicy szkoły dzwonią do rodziców w różnych sprawach. Dziecko dokucza lub znęca się nad innym. Nie odrabia prac domowych, źle się zachowuje, miało wypadek… albo problemy z innymi dziećmi lub częścią klasy. Wytykanie, wyszydzanie bywają zabawą dla grupy, ale dla danego ucznia czy danej uczennicy są męką.

Kiedy rodzina siedzi przy stole, przebywa na spacerze, ogląda telewizję, dorośli czasem coś tłumaczą dzieciom. Na pytanie „Dlaczego…?” nie wszyscy mają odwagę odpowiedzieć „Nie wiem”. Wstyd przyznać się do luk w wiedzy o innych! Tak kiełkują różne historie o świecie. Opowiadają je tata, mama, wujek, ciocia, sąsiad, dziadek czy babcia. Może starsze rodzeństwo. Jeśli do tego dodać podwórko, to zamyka się krąg, który konkuruje ze szkołą. Tu krążą od zawsze opowieści o sąsiadach (jacy oni są źli, gorsi, mają dziwne tradycje itd.). Tak działają stereotypy, nazwane czasem żartami, dopóki nas nie dotyczą. Można „dowalać” innym na wszelkie możliwe sposoby. Taka kołysanka dla własnych kompleksów prowadzi do uproszczeń i nadmiernego uogólnienia. Słowem – kłamstwa (skoro sprzedane jako fakty) na temat innych wywierają silny wpływ na zachowania członków grup, w tym dzieci. Tak utrwalamy uprzedzenia wobec ludzi spoza własnej grupy. To się kłóci z tym, co oferuje szkoła. Stereotypy są gotowcami, wzorami przyswajanymi bez zastanowienia i konfrontowania z rzeczywistością.

Znajdą się odnośniki, które dodają kolor i wiarygodność. Padają słowa wysłuchiwane od pokoleń i przyjmowane z szacunku czy według pewnej hierarchii obyczajowo-kulturowej: „Niemcy są tacy, Żydzi byli tacy, Arabowie robią tak, a Afrykanie i Polacy są tacy”. Stereotypy mają moc i władzę. Pochodzą z diabelskiej krainy, gdzie nie ma już cudów, bo wszystko tam jest takie „oczywiste”. To poważne okaleczenie młodych umysłów, bo stereotypy nie uczą myślenia. Dziecko kategoryzujące podlega swojego rodzaju deprawacji? Dziecko powinno widzieć dzieci – niech one będą grube, chude, czarne, białe, marudne, niepełnosprawne itd. – i skupić się na tym, że są rówieśnikami. Wiadomo, że podczas zabawy dzieci dzielą się na grupki. Tu następuje naturalny podział oparty o przedmioty służące do zabawy czy zainteresowania: lalki, piłki, samochody, balony… Za podziały oparte na wyglądzie winić należy dorosłych.

Jaka alternatywna instytucja oferuje młodemu człowiekowi tak szeroką wiedzę o człowieku? Wiedza ta nie będzie pełna, dopóki różnorodność nie będzie uznawanym tematem w szkole. Wielokulturowość jest ważnym elementem nauczania w szkole nowych czasów. Natomiast stereotypy są solidnie zakorzenione w tradycji, rodzinach czy nawet obecne w miejscach kultu. Z pewnością są one obce szkole.

Niestety dziecko jest zawsze „produktem” miejsca urodzenia i wychowania, co odczułem osobiście. Ostatnio odebraliśmy sporo telefonów do nowo otwartego Centrum Wielokulturowego w Warszawie. Były to prośby o pomoc, głównie od nauczycieli szkół podstawowych, ale też przedszkoli, gdzie uczą się dzieci o różnym pochodzeniu. Wszystkie dotyczyły zachowania jednych dzieci wobec innych. Te drugie miały różne pochodzenie albo ich rodzice przyjechali z bliska (UE) lub daleka (z Azji lub Afryki). Kim jest dziewczynka, która mówi tylko po polsku? Nie musi być wcale Polką? Może być Murzynką dla innych dzieci, a nawet dla dorosłych. Tak się zdziwiła moja córka, kiedy w przedszkolu słyszała, jak chłopiec z grupy mówił do niej „Murzynka”.

„Mój tata jest Senegalczykiem”, „moja mama pochodzi z Warszawy”, „mój tata pochodzi z Kolumbii lub Wietnamu”, „moja mama pochodzi z Hiszpanii”, Ukrainy lub Nowej Zelandii… Dzieci są w stanie przekazać rówieśnikom takie informacje i to już w przedszkolu. Tymczasem to rodzice formatują je i przekazują, używając inwektyw i poniżających słów, bo przecież bajki z dziecięcych kanałów telewizyjnych – które mają duży wpływ na słownictwo najmłodszych – nie uczą tak degradujących określeń. Dzieci wołają kolegów i koleżanki z klasy, używając imion. Inne słownictwo – „żółtek”, „białas”, „murzyn” – kierują automatycznie do najbliższej rodziny. Nie wymyślają ich samodzielnie, ale też skąd je znają, gdzie się z nimi spotykają? To nie demony czy diabły podpowiadają takie określenia, tylko dorośli!

Rozmawiałem niedawno na rynku we Wrocławiu z pewną dziewczynką, która bardzo chciała mieć koleżanki z innego kraju. Nazywa się Samiloby. Jej ojciec pochodzi z Surinamu, a mama jest Polką. W tym roku Sami poszła do pierwszej klasy w jednej ze szkół we Wrocławiu. Jest tam jedynym czarnym dzieckiem i ze względu na to spotykają ją niemiłe komentarze ze strony innych dzieci. Spotkałem tę uroczą, bardzo radosną dziewczynkę po koncercie na placu Solnym. Mama ją wspiera, ale w domu jednak często jej smutno z powodu docinków. „Kiedy zaczął się wrzesień, każdego wieczoru Sami mówiła mi, że boi się i nie chce chodzić do szkoły, że nie czuje się tam dobrze jako jedyna osoba czarna” – powiedziała mi mama Katarzyna.

Samiloby poprosiła kiedyś: „Mamuś, a możemy poznać inne dzieci, które są do mnie podobne?”. Katarzyna zaczęła szukać rodziców, których dzieci mają podobne problemy. Po apelu mamy na Facebooku zdarzyła się rzecz magiczna, całkowicie nieoczekiwana. Zaczęli do Sami pisać nie tylko rodzice z Wrocławia, z Polski, ale także z Anglii, Francji, a nawet Egiptu, Kuby i Stanów Zjednoczonych. Udało się nawiązać bardzo fajne kontakty.

Polskie radio o kolorowych dzieciach

Taki niefortunny termin pojawił się na stronie Polskiego Radia w tytule „Kolorowe Dzieci: spotkania, które uczą tolerancji”, który sugeruje, że kolorowe dzieci spotykają dzieci „bezbarwne”. Tytułowi towarzyszy obrazek, na którym znajduje się dwoje uśmiechniętych dzieci: biała dziewczynka i czarny chłopiec. Takiego obrazu nie można opisać jako spotkanie dziewczynki z kolorowym chłopcem. Jakiego koloru jest ten chłopiec? Ile tęcza ma kolorów? Czy u tego chłopca są wszystkie kolory? Dziewczynka spotyka tęczowego chłopca? Nie. Co więc znaczy „kolorowe dziecko”, „kolorowa osoba”?

Rzeczy mogą być bezbarwne. Lakier, szkło, okulary to typowe przedmioty, do których stosuje się przymiotnik „bezbarwny”. Życie też może być bezbarwne – bez niespodzianek, prezentów, spontanicznych pozytywnych elementów. To szara, nudna egzystencja, którą rządzą podstawowe potrzeby. Smutne kocha bezbarwne z wzajemnością. Jak można uczyć tolerancji i nie dbać o tak elementarną sprawę, jaką jest słownictwo? Słowa są ważne nie tylko w dyplomacji i umowach. Jeszcze ważniejsze są one w zwykłych relacjach pomiędzy ludźmi. Zacznijmy więc od słów, nazw, terminów i innych określeń.
„Bezbarwny” to nie „biały”. A jednak… W czasach głębokiego rasizmu w USA i RPA czarnych, innych „niebiałych”, nazwano kolorowymi. Świat o tym wie, więc myślałem, że tak poważna instytucja jak Polskie Radio też o tym wie. Jak można w jednym zdaniu umieścić słowa „kolorowe” – z głębokich czasów podziału rasowego w USA i RPA – obok słowa „tolerancja”? Tolerancja (życzliwość jest o niebo lepszym podejściem) powinna się koncentrować na wieku tych młodych ludzi. To dzieci. Czemu więc nie dano w tytule: spotkanie dzieci? Podkreślenie koloru skóry tylko jednej grupy dzieci to już katastrofa.

Niepotrzebne słówka

Słowa potrafią redukować osobowość i wręcz poniżać. Deptanie czyjejś godności ma także negatywny efekt zwrotny; w pewnym stopniu zaraża umysł tych, którzy chełpią się brakiem szacunku do innych wykorzystując poniżające słownictwo. To działa jak bumerang. Osoba trafiona słowem jest w zupełnie innej sytuacji niż rzucająca. W gorszej, rzecz jasna. W języku francuskim – i innych językach krajów najpierw handlujących ludźmi, później kolonizujących – od końca średniowiecza słowa określające ludzi pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej ignorują geograficzne pochodzenie, negują ich historię. Skupiają się wyłącznie na wyglądzie. Obraz tych osób redukuje się do koloru i przede wszystkim do punktu „patrzenia” świata zachodniego. A to niesamowicie skracało pole widzenia i za tym – sposób myślenia.

Język francuski zapożyczył kiedyś z języka portugalskiego słowo negr. Było to w roku 1529. To były czasy handlu czarnymi niewolnikami. Negr – Murzyn i noir – Czarny od tamtych czasów funkcjonują w słownictwie. Wszystko zmieniło się radykalnie w XVIII wieku. Negr nabrało negatywnego charakteru. Mniej określało już sam kolor skóry, bardziej podkreślało stan niewolniczy. Encyklopedia Guillaume’a Raynala traktująca o historii dwóch Indii (L'Histoire philosophique et politique des établissements et du commerce des Européens dans les deux Indes, Raynal, Amsterdam 1770) pokazuje dobitnie, że negr to niewolnik, a „Czarny” to wolny Afrykańczyk. Czarny był neutralnym terminem.

Rewolucja francuska z kolei wymyśliła termin „kolorowy”. Podobno chodziło o to, by znaleźć określenia nieograniczające jedynie do koloru skóry. Przypominają mi się lata 90’ ubiegłego wieku i polskie „ciemnoskóry”, „czarnoskóry” – niby lepsze od słowa „Murzyn”. 

Maur, murzyn, negr (czarnuch), kolorowy… To wszystko określa człowieka z Afryki lub osobę, której dalekie pochodzenie jest afrykańskie. Wszystkie te słowa, zamiast uznać tożsamość drugiej osoby, redukują ją do koloru lub innych kryteriów negatywnych, jak „dzikus” w kontekście kolonialnym. Wielu Polaków uważa, że „Bambo” jest przesympatycznym słowem, a sam wiersz Tuwima to wspaniałe dzieło. Wszystko się zgadza, ale, jak pokazuje życie, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Nawet od pochodzenia.

Źródła podają, że „Słowianin” w językach zachodnich, łacińskich oznacza „niewolnik”. Na pewno Wikingowie i Arabowie handlowali Słowianami. A skąd wzięło się słowo określające tych ludzi? „Instynktownie, w poczuciu narodowej dumy, oczekujemy, że zasługujemy na coś więcej, niż tylko na miano historycznego zagłębia dla skandynawskich łowców niewolników” – pisze archeolog Zdzisław Skork.

I tu pamięć zaczyna szwankować. Pamięć nie tylko Słowian, ale też innych mieszkańców kontynentu europejskiego. „Murzyn” w języku polskim znaczyło „niewolnik”. Jakim cudem zmieniło znaczenie? Dlatego przetrwały do dziś takie powiedzenia jak: sto lat za Murzynami/robić za Murzyna/Murzyn robił swoje, Murzyn może odejść. Dlatego też w języku polskim nie znajdziemy innych powiedzeń, z pozytywnym użyciem słowa Murzyn. Historycznie istnieje dużo podobieństw między słowami Murzyn a Słowianin. Może się wydawać, że są synonimami, skoro określały kiedyś ludzki towar. Dzisiaj jedynie „Murzyn” nawiązuje do tamtych czasów. „Słowianin” dla Szweda czy Duńczyka stracił swoje dawne pejoratywne znaczenie. A ile z tego niewolnika zostało w polskim słowie „Murzyn”?

Mulatka czy Polka

Moja 6-letnia córka już w przedszkolu nie chciała, by mówiono na nią Murzynka. Jej matka jest Polką. Człowiek, który zna tylko jeden język, musi być narodowości tego języka. Dziecko, które mówi tylko po polsku, musi być Polakiem. Tak sugeruje rozsądek. Dorośli jednak mają swoje zdanie na ten temat. Wystarczy, że jeden z rodziców ma inne pochodzenie niż polskie i zaczynają się schody, grzebanie i kombinowanie. Nie tylko rysy robią z nas Marsjan, Senegalczyków, Japończyków czy Polaków. Najważniejszym kryterium jest kultura, z którą dana osoba czuje się związana. Tylko ten aspekt jest wart rozważania. Wygląd jest pewną cząstką skomplikowanej całości (tożsamości). Dużo elementów mówi o nas, ale pozostaje pełnym obrazem tylko dla leniwych umysłów.

Jeżeli szkoła będzie pozytywną przeciwwagą do rozmów przy kieliszku i dzieciach w niektórych domach, to w sercach i umysłach dzieci będzie mnie stereotypów. Gdyby tylko szkoła uwzględniła różne poziomy zachowania: kompleks wyższości indywidualnej lub grupowej, wyrażony prywatnie, w rodzinie lub miejscu publicznym; zachowania, które uzasadniają i utrwalają brak akceptacji w różnych miejscach; gdyby szkoła – wiedząc o tym, że rasistowskie poglądy są głęboko zakorzenione w wielu społecznościach, w ich ideologiach oraz wartościach religijnych, politycznych i kulturalnych – mogłaby (powinna) o tym rozmawiać w klasach. Taka zmiana może być przyczynić się do lepszego uczenia się i zmniejszenia liczby konfliktów w klasie, szczególnie w takiej, w której są dzieci o różnym pochodzeniu. Czym jest szkoła, która nie interesuje się relacjami między uczniami? Uczyć i wychowywać – szkoła powinna łączyć te dwa podstawowe zadania. Szkoła bez wychowania traci na wartości.

Skomentuj

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.